Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 09 grudnia 2019 11:26:54

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: wt, 23 kwietnia 2019 18:49:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22132
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Pieśń Pippina była w Minas Tirith. Ale faktycznie podobieństwo wyraźne. Swoją drogą to Florence and The Machine, okazuje się.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 29 kwietnia 2019 15:51:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22098
No ale co to dzisiaj będzie?!??! Może już nawet ktoś wie, choć jakoś nie podejrzewam Was o siedzenie po nocach.

Czy po tym odcinku nagle będzie o połowę mniej wśród żyjących? :-(

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 29 kwietnia 2019 18:09:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 17966
Skąd: z prowincji
Crazy pisze:
Może już nawet ktoś wie, choć jakoś nie podejrzewam Was o siedzenie po nocach.

Czy po tym odcinku nagle będzie o połowę mniej wśród żyjących?
ja już jestem po seansie :popcorn

ale nic nie powiem

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 11:01:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 17966
Skąd: z prowincji
i co? nikt poza mną nie oglądał?

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 14:30:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22098
Oglądał, oglądał. Mieliśmy wczoraj wieczorny seans rodzinny. Ale zbieram się do dłuższej wypowiedzi, bo mam bardzo dużo przemyśleń, od skrajnie pozytywnych do mocno negatywnych.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 15:26:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22132
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
My też już po.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 16:02:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 17966
Skąd: z prowincji
Crazy pisze:
do mocno negatywnych
ja zacząłem się w pewnym momencie nudzić
powinni popracować nad wersja singlową tego odcinka

ja rozumiem, że widz miał się poczuć trochę jak bohaterowie i wytężać wzrok w tych ciemnościach i różnych chmurach, ale jednak trochę przesadzili


ogólnie mi się jednak podobał ten odcinek

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 18:02:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22098
Zacznijmy od tego, co się stało i jak na to patrzę.

A więc sprawdziło się moje przewidywanie numer jeden:
Crazy pisze:
Pytanie tylko: czy nieoczekiwanie (a może ja bym jednak tego oczekiwał?) załatwią temat whitewalkerów już na poziomie trzeciego/czwartego odcinka, by potem wrócić do tematu gry o tron już bez udziału Night Kinga?


Pytanie, czy to dobrze. Jak to mawiał mój dziadek, dobrze i niedobrze. Ma to swoje plusy takie, że wracamy na toru dramatu politycznego, a Gra o tron - przynajmniej ta filmowa - zawsze była lepszym dramatem politycznym, niż fantastycznym, jak mi się wydaje. Na przestrzeni kolejnych części i wyczucie intrygi, i gier salonowych, i historii w ogóle (ta wojna dwóch róż!) była znakomite, a elementy fantastyczne bywały znakomite, ale bywało też różnie.
Z drugiej strony hmm. Miało być tak, jak powiedział w poprzednim odcinku Bran, że tamto wszystko doesn't matter, że dopiero teraz będzie prawidzwe starcie. Tymczasem prawdziwe starcie okazało się jednak o wiele szybsze do przejścia i jednak polityczna babranina matters najwięcej? Cersei miała rację? Hmm.

Nie sprawdziło się za to drugie przewidywanie:
Crazy pisze:
W obu przypadkach myślę, że lista żyjących bohaterów ulegnie istotnemu ograniczeniu.

i niestety im bardziej o tym myślę, tym bardziej myślę, że autorzy scenariusza dali dupy, mówiąc bez ogródek. Ale o tym może jeszcze później.

No i wybór wariantu:
Crazy pisze:
I pytanie do naszych słuchaczy: kto zabije Night Kinga?
a) Bran
b) Arya
c) Jon
d) Sam the Whitewalker-slayer
e) ktoś inny (ale niby kto? Jamie, jako zabójca królów?)


Cóż, chyba niezły wybór. Choć przeczytałem gdzieś opinię, że lepszy byłby z jakimś wykorzystaniem twarzy/maski i trudno mi się z tym nie zgodzić. Skok wydał mi się nieco kiczowaty - za to przerzucenie sztyletu (Asia zauważyła, że dokładnie takie samo, jakie było już zaprezentowane w pojedynku z Brienne!) super. Nikt inny zresztą nie zbliżył się do zrealizowania tematu. Zastanawialiśmy się nad Branem. Właściwie nic nie zrobił. Po co on poleciał z tymi krukami? Żeby se zerknąć, jak leci u Stevena? Niby odegrał rolę przynęty i się sprawdziło, ale czy ja wiem, czy to przekonywujące?
Monika, Ty napisałaś kiedyś:
monika pisze:
Ja od Brana oczekuję Czegoś Wielkiego. Czegoś Na Miarę Powstrzymania Zimy

czy czujesz się zatem zaspokojona w tym względzie, czy jednak rozczarowanie?
Też jednak doszliśmy do wniosku, że Bran nie jest bronią i ja myślałem, że może zwarguje smoka czy coś w tym stylu i jakoś tam zadziała w ten sposób, ale to chyba było złe kombinowanie. On po prostu jest, a robi niewiele. Trochę mi czegoś w związku z nim brakuje.

Moja ocena odcinka musi jeszcze chwilę poczekać, ale to be continued :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 18:38:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 4796
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Don Whillans podsumował kiedyś Władcę Pierścieni słowami: "pieprzone pedalskie baje" (wg niektórych źródeł rzekł też: "I'm not reading that crap, it's full of fooking fairies!", z czym się zdecydowanie nie zgadzam, ale przyznam, że kiedy dla beki zaglądam do tego wątku, to jest to pierwszy cytat który przychodzi mi do głowy :mrgreen:

Crazy pisze:
zwarguje smoka


...w sensie: to lip the dragon?

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 21:11:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22098
Moja ocena odcinka "The Long Night", który właściwie miał rozmiar i rozmach samodzielnego filmu fabularnego, zależy od tego, czy mocniej zwracam uwagę na zalety filmowe, czy wady narracyjne.

Mówiąc: zalety filmowe celowo unikam określenia, że jest "świetny pod względem realizacyjnym" czy coś w tym stylu, ponieważ to najczęściej implikuje dużo wodotrysków i generalnie efekciarstwo, natomiast tutaj absolutnie żadne zabiegi realizacyjne nie były po nic - była to najczystszej krwi wybitna filmowa robota, która miała ściśle określony cel: pokazać świat (a raczej: koniec tego świata) oczami bohaterów, którzy są przerażeni, pogrążeni w beznadziei, a nawet kiedy działają/walczą, to kompletnie się w tym gubią, a najwięksi wojownicy skazani są na klęskę. Najbardziej niesamowite wrażenie zrobiła na mnie scena z samego początku, kiedy obserwujemy z dala niezwyciężoną hordę Dothraków, wzmocnioną magią płonących mieczy, która w oczach gaśnie wśród narastającego przerażenia. Tutaj zresztą wyszły te najsilniejsze punkty: po pierwsze granie ciszą. To był absolutny highlight tego odcinka. Granie ciszą było tak mocne i tak udane, jak, powiedzmy, wykorzystanie trzęsącej kamery i chlapiących odprysków wszystkiego w lądowaniu w Normandii w Szeregowcu Ryanie. Serio, ten kaliber. To była cisza śmierci, z której czasem wydobywał się jakiś gardłowy gulgot, a potem znowu wszystko zamierało. Cisza byłaby oczywistym środkiem ekspresji przy pokazywaniu wyczekiwania (cisza przed burzą), ale jako obraz używany podczas bitwy to jest naprawdę rewelacja.
Po drugie: z oddali. Było oczywiście na przestrzeni tego odcinka dużo okropności pokazanych z bliska, ale też ta szeroka perspektywa zdała doskonale egzamin. Apokaliptyczna desperacja. Pozwoliło to na podkreślenie bezosobowości śmierci i to, że to zagrożenie jest totalne dla totalnie każdego.

Nie do końca zgadzam się też z pablakiem, że było za ciemno i niewyraźnie: owszem było ciemno i niewyraźnie, ale też było - w każdym razie jak dla mnie - wystarczająco wyraźnie, żeby było widać to, co konieczne. Miało to walor nie-dosłowności, istotny szczególnie przy ukazywaniu zdechlaków, gdzie zawsze dosłowność idzie w karykaturę. Tutaj byli oni czymś nieokreślonym, jakby cieniem... idealnie współgrającym z tą chmurą mrożącej wszystko nicości (oj, bardzo mi się przypominało moje dziecięce przerażenie Nicością w Neverending Story!). I w ten sposób udało się naprawdę doskonale pokazać rzeczywistość tej walki, tego nieszczęścia i końca. Ja w tym mroku i rozmazaniu nieraz nie widziałem kto gdzie biegnie, ale wydaje mi się, że dobrze widziałem to, co najważniejsze.

Wszędzie tam, gdzie chodziło o ogólny obraz, gdzie nie miało za bardzo znaczenia kto konkretnie co robi, obraz ten wydał mi się w 100% udany.

Niestety jednak, mówiąc o wadach narracyjnych, mówię właśnie o tym, że niemal wszystkie wątki osobowe uważam za skopane. Jestem zadziwiony tym, co właściwie robili autorzy scenariusza przez cały ten czas. Bo taki przebieg bitwy i losów najważniejszych bohaterów, to ja bym szczerze mówiąc mógł machnąć w jedno popołudnie. Tylko potem by mi się zaczął przegryzać i zacząłbym go ulepszać, wzbogacać, wymyślać, co może być bardziej prawdopodobne, a co bardziej szokujące i pamiętne. Tutaj jednak prawie nic nie było pamiętne na poziomie pojedynczych bohaterów, może poza Melisandrą i Aryą, bo to zagrało, i ostateczne rozstrzygnięcie kwestii Night Kinga ja jednak też łykam, bardziej niż się czepiam.

Uważam jednak, że w takiej historii i przy takim ukazaniu całości, pozostawienie przy życiu właściwie WSZYSTKICH istotnych bohaterów (bo, proszę zauważyć, ci, którzy padli, to byli bohaterowie na łatwy odstrzał, którzy swoją rolę już spełnili i pozostawali w historii raczej z przyzwyczajenia), to jest poziom wenezuelskiej telenoweli. Gdybym nie obejrzawszy przeczytał spoiler, że niestety ale zginęli w tym odcinku Daenerys, Tyrion, Sansa, Jamie i Sam, to bym powiedział: o kurwa, ale i pomyślał, że w sumie niczego lepszego nie można się było spodziewać. Już w tym za-murowym odcinku poprzedniego sezonu (wyprawa po umarlaka) poszli cienko, uśmiercając jedynie Thorosa, najmniej chyba istotną postać z drużyny, i niestety było to złym prognostykiem. Dla mnie to jest po prostu brak odwagi w kreowaniu historii i tutaj chyba bardzo zabrakło George'a Martina.

Nie chodzi przecież tylko o to, że bardziej prawdopodobne byłoby, gdyby wielu bohaterów zabito.
Chodzi też o to, że wtedy to by naprawdę bolało. Mimo, że w końcu ta przegrana wojna się odwróciła, niczym po wrzuceniu Pierścienia do ognia (zresztą kolejna oczywista analogia do Władcy pierścieni), to jednak bardzo by bolało. Po zniszczeniu Saurona nie było "żyli długo i szczęśliwie", tylko było przykro i trzeba było wręcz odejść i zostawić ten świat następnym. Nie wiem, czy tu będzie długo i szczęśliwie, czy zapanuje Cersei, ale faktem jest, że ofiary bitwy o Winterfell są raczej do szybkiego opłakania i zapomnienia.
Chodzi też o zmarnowaną okazję - można było, po tych niezwykle mocnych sekwencjach ogólnych, ukazywać kolejnych bohaterów tak, żeby los każdego z nich naprawdę złapał za gardło (czy by mieli zginąć, czy przeżyć). Moim zdaniem prawie w ogóle się to nie udało: najlepiej w przypadku Melisandry, której wykorzystanie jako klamry rozpoczynającej i zamykającej było pierwszorzędne, a po drodze jeszcze te rozpalane przez nią ognie, które zresztą - przy całej swojej niesamowitości! - okazywały się za słabe, żeby zrobić różnicę, i to było naprawdę dobre; trochę przy Aryi, ale bez rewelacji; w cudownej scenie Sansy i Tyriona, która jednak pozostała bez konkluzji; w epizodzie Mormontówny, i tu nie mam zastrzeżeń, ale to tylko mały epizod. Nieźle wyszło z Houndem, który się przestraszył niczym ten gość w Siedmiu wspaniałych, ale już ofiara Berika była mało przekonywująca. Myślałem, że zrobi coś ważniejszego (tzn. na papierze zrobił coś wręcz kluczowego, ale na ekranie to nie zrobiło aż takiego wrażenia, gdzie temu choćby do ofiary Hold The Door?!). Jon i Dany się snuli, smoki nie bardzo wiadomo, co właściwie mogły, czego nie mogły, ale nic ważnego nie zrobiły (duży zawód - czyli błękitny smok służył tylko rozwaleniu Muru i potem już był na stracenie? kolejna zmarnowana okazja). Reszta znanych postaci lepiej by było, gdyby się nie pojawiała, bo sceny same w sobie bardzo dobre i groza walki i bohaterstwo i wszystko, ale patrząc na Jamiego/ Brienne/ Gendry'ego/ Szarego Robaka/ Hounda/ Sama/ etc. odczuwałem tylko lekką irytację, że ciągle wszyscy oni prawie zginęli, ale jakimś dziwnym trafem giną inni, a ci przeżywają.

Z jednej więc strony odcinek ten był znakomity, a nawet wspaniały, ale z drugiej widzę ogromny potencjał zmarnowanych okazji, które są już nie do powtórzenia, bo takiej drugiej okazji nie będzie. Trochę jak z nowym Twin Peaksem, szczerze mówiąc ;-)

Może wystarczy na razie, ciekawe też jestem, co właściwie sądzicie na te tematy, co napisałem.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 30 kwietnia 2019 22:10:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 7163
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Oczywiście, że się podobało. Oczywiście, że to, że niewiele widać, i niewiele wiadomo, co można, a czego nie ze smokami. (Swoją drogą, jeżeli Jona, jako Targaryena nie powinien się imać ogień, to czy zimny ogień był dla niego zagrożeniem?) Oczywiście, że to wkurzało, ale jednocześnie to najwyraźniej miało pokazać atmosferę (tak jak atmosferę miały poprzednie odcinki - pierwszy ekscytacji, drugi oczekiwania).
A mielizny: Najpierw setki tysięcy umarlaków szturmuje gród, po czym plądrują go może dziesiątki. Zimny smok wpada w miasto i w zasadzie bez sensu siada gdzieś na ruinie i zionie tu i ówdzie bez ładu i składu. Rozumiem, że bez bezpośredniego nadzoru zimnego króla umarlaki, łącznie ze smokiem, mają ograniczoną inteligencję, ale bez przesady.
To, że w sumie nic się nie wyjaśniło z nocnym królem, to z jednej strony zawód, z drugiej - może właśnie tak ma być. Po prostu o nim niewiele wiadomo. Tak, jak nie wiadomo za wiele o mocy czerwonego boga, która bez wątpienia istnieje i działa, ale zawsze z jakimiś ograniczeniami. Tu też jego ogień niewiele mógł. W sumie nie wiadomo, po co w ogóle był, poza pokazaniem widzowi beznadziei sytuacji. Właściwie, to w ogóle trochę ta batalistyka była na potrzeby filmu, bo dla logiki historii niekoniecznie. Nocny Król chciał dojść do Brana i doszedł. Mógł przylecieć na smoku i niewiele by to zmieniło, czy z tą grupką umarlaków, czy bez. Najpierw jednak nie wiedzieć po co wysłał je na Brana. Akurat tylu, ile było strzał Theona. A gdyby Theon miał ich mniej i umarlaki dorwały Brana zanim Nocny by przyszedł?

_________________
Groszek, bamboszek, dziewczynka, chłopaczek, stary dziad!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 maja 2019 08:38:20 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3500
Musiałam dać trochę czasu samej sobie i wczoraj wieczorem doszłam do wniosku, że odcinek bardzo mi się podobał, choć z wieloma rozwiązaniami narracyjnymi trudno mi się pogodzić, na przykład mocno liczyłam na efektowną (i przegraną) walkę Daennerys z Night Kingiem na smokach, gdzie poświęcenie Matki Smoków pozbawi Stevena wierzchowca i części sił. Akcja Aryi akurat dla mnie była trafiona i trafna, lubię dobre motywy wędrowne (no-man).
Oczywiście zachowanie Daenerys przy życiu dość fajnie komplikuje sprawy polityczne oraz miłosne, ale ja już w myślach się z nią pożegnałam... ;-) Chyba bez sensu ;)
Oczywiście teraz ci wszyscy ważni bohaterowie i tak mogą zacząć padać jak muchy, po dwoje czy troje na odcinek, jak w serii III (no, albo masowo) czy IV. W sumie assasin wyruszył, nie? Bitw i potyczek powinno jeszcze trochę być, a i trucizny mogą wejść w ruch. I rzeczywiście takie śmierci mogą zaboleć bardziej niż bohaterski zgon w obronie Winterfell i ŻYCIA.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 02 maja 2019 18:29:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6417
Czas się tu wpisać, bo zaraz ulotnią się wszystkie wrażenia.

Ogólnie - oglądało mi się dobrze, pomimo ciemności, a były momenty ciarowe wręcz, głównie na początku - z ogniem, Melisandrą, głuchym przerażeniem, strachem Sama - to ostatnie w ogóle ciekawe, by właśnie od takiej strony rozpocząć opowieść, nie od heroicznej.
Cały wątek Melisandry mi się podobał, jej spojrzenia znaczące, napięcie między tym, co wie i czego nie wie oraz jej tajemnica zamieniona w proch.
Podobało mi się przedstawienie zombiaków jako żywiołu - lawiny, burzy, gdy szybko wiadomo, że nie zrobisz nic. Tak właśnie:
Crazy pisze:
Tutaj byli oni czymś nieokreślonym, jakby cieniem... idealnie współgrającym z tą chmurą mrożącej wszystko nicości


Podobało mi się, że moja ulubiona postać zaciukała Night Kinga :-). Bo - poza Branem - i w niej od dawna pokładałam nadzieję:

monika pisze:
Arya - i dotykanie tajemnic spoza świata - bardzo dobry wątek w ogólności.(...) W ogóle pokładam duże nadzieje w tym, co się tam wyprawia. Rozgrywki między polityką ludzi cynicznych w King's Landing zwłaszcza a mocami lodu, ognia i śmierci oraz beztwarzowości - fajna sprawa

No i właśnie:
Crazy pisze:
Monika, Ty napisałaś kiedyś:
monika pisze:
Ja od Brana oczekuję Czegoś Wielkiego. Czegoś Na Miarę Powstrzymania Zimy

czy czujesz się zatem zaspokojona w tym względzie, czy jednak rozczarowanie?


Tak naprawdę, to od pewnego momentu to oczekiwanie dotyczy raczej książki. Serialowy Bran jest cieniem książkowego - od niego wiele już nie oczekiwałam. Natomiast ogólnie - ciar nie było. Podobny niedosyt dotyczy Night Kinga.
I zgodzę się też z tym:
Crazy pisze:
Dla mnie to jest po prostu brak odwagi w kreowaniu historii i tutaj chyba bardzo zabrakło George'a Martina.

oraz podzielę tę obawę:
Crazy pisze:
Z drugiej strony hmm. Miało być tak, jak powiedział w poprzednim odcinku Bran, że tamto wszystko doesn't matter, że dopiero teraz będzie prawidzwe starcie. Tymczasem prawdziwe starcie okazało się jednak o wiele szybsze do przejścia i jednak polityczna babranina matters najwięcej? Cersei miała rację? Hmm.


Wyśmienity w tym odcinku był początek, potem napięcie siadło. W tym momencie drugi uważam za lepszy.

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 02 maja 2019 21:37:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22098
To ja się przyznam, że właśnie całkiem z zaskoczenia - obejrzałem drugi raz.

I choć nie byłem aż tak zelektryzowany tym wyśmienitym początkiem, jak za pierwszym razem, to nie udało mi się, wbrew początkowemu planowi, obejrzeć kawałka i potem się rozłączyć. Podobało mi się od a do z, podobało i to bardzo, na poziomie tych najlepszych odcinków w ogóle. Jakoś silniej oddziałały na mnie te momenty elegijne, może dlatego, że bardzo ich oczekiwałem (gdybym to ja był twórcą, to bym chyba skonstruował tę historię z epizodów, w których kolejne postaci by ginęły i każdej byłaby poświęcona taka jakby mała elegia), a nie są one tu jakoś szczególnie udane. Ale nie są też złe i kiedy już wiedziałem, co i jak, to zrobiły na mnie wrażenie.

monika pisze:
w ogóle ciekawe, by właśnie od takiej strony rozpocząć opowieść, nie od heroicznej

nie tylko zacząć, ale poniekąd i skończyć - Jon do ostatniej chwili próbował walczyć z błękitnym smokiem i wszystkie jego próby były kompletną porażką

Największym rozczarowaniem w tej chwili dla mnie jest chyba niewykorzystanie potencjału, jaki dawała właśnie figura błękitnego smoka, nie w sensie jego samego, ale napięcia, jakie mogło zostać stworzone z tego powodu, że jednak było to dziecko Matki Smoków, które zmieniło się w coś strasznego. To mogło być różnie wykorzystane: do tragicznej śmierci Daenerys, do łamiącej serce konieczności, by ona tego swojego (ex)smoka zabiła, czy jakoś inaczej; ale nie zostało wykorzystane w ogóle, temat w ogóle nie zaistniał.

Tym niemniej wrażenia super, z 9/10 by było ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 04 maja 2019 22:47:21 

Rejestracja:
śr, 24 grudnia 2014 12:04:06
Posty: 8
Crazy pisze:
Największym rozczarowaniem w tej chwili dla mnie jest chyba niewykorzystanie potencjału, jaki dawała właśnie figura błękitnego smoka


dla mnie te wszystkie "niewykorzystania" i "nielogiczności" są jedną z zalet tego odcinka. Sprawiają, że ta bitwa jest - w moim odbiorze - bardziej realna. Wiem, paradoks, bo zombie, smoki, White Walkers, Night King więc gdzie tu realizm. Ale wydaje mi się, że prawdziwe bitwy były właśnie takie - komuś się wydaje, że ma niezwyciężoną armię i buch! jadą Dothraki. Ktoś ma jeden cel (Jon - pokonac Night Kinga i ocalić Brana) ale nie może być w dwóch miejscach na raz i coś tam staje mu wciaż na drodze. Smok sam z siebie jest dość durny bo jest zombie więc zieje gdzie popadnie, tak jak ludzkie zombiaki snują się po bibliotece nie wiadomo po co. Motyw utraty jednego z Dzieci dla mnie wybrzmiał w poprzednim sezonie i jakoś nie miałam potrzeby do tego wracać choć faktycznie, jakoś spodziewałam się ze wykorzystają ten oczywisty motyw i będzie jakaś wielka bitwa na smoki. Moim zdaniem dobrze, że w to nie poszli.

Ogólnie, nic mi tu nie zgrzyta. Ta bitwa z pozycji Night Kinga nie miała na celu zabicia wszystkich ludzi ani tych najważniejszych dla nas ludzi, tylko Brana, który właśnie dobrze, że nie robi nic spektakularnego, bo w końcu jego zadaniem jest BYĆ i WIEDZIEĆ. Inni są od efektów ;P Więc nawet fakt, że zaskakująco dużo bohaterów przeżyło akceptuję bez mrugnięcia okiem (choć podejrzewam że teraz zaczną padać jak muchy). I wręcz mi się to podoba, takie mrugnięcie okiem do widzów (myśleliście, że zginą, co? not today).

Jak słychać odcinek mi sie podobał. Najlepsza scena: dialog Aryi i Melissandry (jak to młodzież mówi: ciary!) a przecież wiedziałam już ze spojlerów co się stanie.

Musze zobaczyc jeszcz raz i wtedy może coś więcej o poszczególnych scenach, choć już zaraz następny odcinek, yey!


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group